|
|
Menu weselne
Bywając na wielu weselach spotkałem się przeróżnymi sposobami planowania, przygotowywania i podawania posiłków.
Generalnie rzecz biorąc pod względem jedzenia mógłbym podzielić wesela na trzy grupy:
- Wesela organizowane we własnym zakresie
- Wesela organizowane w Domach Weselnych przez wykwalifikowany Catering
- Wesela organizowane w restauracjach.
Punkt pierwszy – wesela najczęściej organizowane w strażnicach OSP na wsiach, w większości przypadków bardzo dobre „domowe” menu, niestety przeważnie - bardzo słabe zaplecze. Mam tu na myśli toalety, szatnie, pomieszczenia dla gości palących itp. Sale OSP przeważnie spełniają standardy lat 80-tych pod względem wystroju wnętrza, rzadko posiadają dobrą akustykę, za to przeważnie dysponują sceną dla muzyków, a takie rozdzielenie obsługi wesela czyli kapeli, fotografa i kamerzysty od reszty jest bardzo korzystne.
Jednak nie ma co ukrywać jedzenie jest The Best – to moja subiektywna ocena ale również wielu kolegów z branży się z nią zgadza.
Ponieważ w tym przypadku wiele składników takich jak mięso, warzywa pochodzi z własnej hodowli lub od zaprzyjaźnionego rolnika a także praca włożona w przygotowanie potraw jest że tak powiem sąsiedzko-domowa, tego typu menu weselne jest najtańsze.
Nie oznacza to jednak, że najmniej za nie zapłacimy organizując wesele w ten sposób. I właśnie tutaj niezrozumiały dla mnie paradoks: Ludzie organizują wesele w strażnicy po to, żeby było jak najtaniej, a potem okazuje się, że wesele trwa dwa dni.... Tani wynajem sali mnożymy przez 2, tanie jedzenie goście spożywają przez 2 dni, orkiestra gra dwa dni i zamiast za 12 godzin kasuje za co najmniej 20, fotograf i kamerzysta pracują 2 dni i a to też trzeba im zapłacić. I gdzie tu logika?
Wesela w restauracjach są można powiedzieć najbardziej komfortowe z punktu widzenia organizatorów. Wystarczy zapłacić, ustalić menu weselne oraz godziny podawania posiłków i sprawa załatwiona. W praktyce jest jednak trochę inaczej. Aby być pewnym, że wszystko będzie ok. trzeba tej sprawy dobrze dopilnować, najlepiej spisać jakąś bardzo szczegółową umowę. Zdarza się, że mimo tego iż jedzenie w restauracjach jest wyższej jakości, bardziej zróżnicowane i wykwintne to jednak często jest go po prostu mało, lub zbyt szybko jest zbierane ze stołów przez obsługę danego lokalu.
Wesela organizowane w Domach Weselnych łaczą jakby te tradycyjne wiejskie wesela z tymi nowoczesnymi odbywającymi się w góralskich karczmach, hotelach czy restauracjach.
Wybór należy do organizatora i na pewno nie jest wyborem łatwym. Każda z tych opcji ma wady i zalety. Ja jednak chciałbym zwrócić przede wszystkim uwagę na to, aby układając i planując menu weselne zadać sobie pytanie ile jedzenia przeciętny gość potrafi skonsumować. I tak też to trzeba zaplanować.
Nie myśl, że jeżeli jedzenia będzie za dużo to będzie bardziej udane wesele. To już nie te czasy, kiedy ludzie przychodzili na wesele najeść się mięsa i szynki na cały tydzień, bo w sklepach niczego nie można było dostać. Teraz bardziej od ilości liczy się jakość i sposób podania. Często obserwuję, na weselu przez długi czas stoliki są prawie puste, a następnie przynoszone są duże ilości jedzenia, których nikt nie może przejeść. Potem to znowu jest zabierane i znowu siedzi się przy stoliku, na którym zostały tylko jakieś ogóreczki i woda mineralna z wódką. To niedopuszczalne!!!
Patrząc w drugą stronę bywa i tak, że stoły aż uginają się od jedzenia, potrawy są donoszone zbyt często i co drugą trzeba po prostu odmawiać. I tu pytanie: co się z tym później dzieje. Myślę, że ogrom takiej przeszacowanej żywności po prostu się psuje.
Dlatego trzeba to mądrze zaplanować, zapewnić różnorodność i zwrócić uwagę, aby przez cały czas trwania imprezy było co najmniej kilka różnych potraw na stolikach. Mam tu również na myśli ciasta, owoce, napoje, zakąski itp. w niedużych ilościach.
Mając już rozplanowane menu weselne należy jasno dać do zrozumienia obsłudze kelnerskiej, że wydawanie wszystkich posiłków gorących musi być konsultowane z kapelą prowadzącą wesele. Nagminny błąd: kapela zaczyna grać, a kelnerzy roznoszą bogracz, bulion, czy jakąś kolację. Kapela kończy grać, goście schodzą z parkietu na przerwę i okazuje się, że co druga potrawa wraca do kuchni nietknięta lub spróbowana, ponieważ niestety wystygła. Następnie kelnerzy wnoszą zimną płytę i wszystko zaraz znika, bo goście nie zjadłwszy poprzedniego posiłku zrobili się nagle głodni.
Przy tej okazji nadmienię jeszcze, że to właśnie kapela zawsze powinna dostać pierwsza posiłek – potem wszyscy goście po to, aby mogła lepiej kontrolować sytuację.
W 90% przypadków tak nie jest . Goście dostają np. kolację, a na końcu orkiestra. I co się dzieje? Goście po zjedzeniu czekają, niecierpliwią się, a członkowie zespołu jedzą w pośpiechu.
|
|